Wszyscy liczyliśmy na cud, ale scenarzyści „M jak miłość” przygotowali dla nas prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który zakończy się niewyobrażalną tragedią. W 1907. odcinku pożegnamy jedną z najbardziej lubianych postaci, a życie Pawła Zduńskiego zamieni się w piekło, jakiego nikt by mu nie życzył. Czy zrozpaczony wdowiec zdoła udźwignąć ciężar samotnego wychowywania małego Antosia, gdy zabraknie przy nim ukochanej góralki?
Decyzja o definitywnym odejściu Dominiki Kachlik wywołała w sieci prawdziwą burzę, a fani są wściekli, że produkcja nie zdecydowała się na prosty zabieg z wymianą obsady. To będzie bez wątpienia najsmutniejszy luty w historii sagi rodu Mostowiaków, dlatego lepiej przygotujcie zapas chusteczek. Sprawdźcie koniecznie, dlaczego śmierć Franki to najgorsza kara, jaką los mógł wymierzyć Zduńskiemu!
Klątwa Zduńskiego powraca ze zdwojoną siłą
Czy nad Pawłem Zduńskim (w tej roli niezastąpiony Rafał Mroczek) wisi jakieś fatum? Widzowie „M jak miłość” zadają sobie to pytanie od lat, ale to, co wydarzy się na początku lutego 2026 roku, przekracza wszelkie granice wytrzymałości. Wydawało się, że po trzech rozwodach i niezliczonych sercowych porażkach, Paweł wreszcie zacumował w bezpiecznym porcie. Franka była jego opoką – dała mu nie tylko góralską energię i miłość, ale przede wszystkim upragnionego syna, Antosia.
Scenariusz brzmi jak ponury żart losu. Zduńscy mieli wszystko zaplanowane: budowa wymarzonego domu w Grabinie, tuż obok sadu śp. Lucjana, sielskie życie blisko natury i rodziny. Niestety, te piękne wizje runą jak domek z kart w zaledwie jedną chwilę. Śmierć Franki to nie tylko koniec wątku miłosnego, to brutalne przekreślenie marzeń o stabilizacji. Paweł zostanie sam, z małym dzieckiem na rękach i ruinami planów, które mieli realizować we dwoje. To cios, po którym trudno będzie się podnieść nawet takiemu twardzielowi jak on.
Ostatnie pożegnanie w szpitalnej sali – pęknie wam serce
Moment, w którym Franka odejdzie, z pewnością przejdzie do historii serialu jako jeden z najbardziej wzruszających i bolesnych. W 1907. odcinku zobaczymy dramatyczne sceny w szpitalu. Wszystko miało pójść zgodnie z planem – operacja usunięcia tętniaka aorty dawała nadzieję. Niestety, zegar tykał nieubłaganie.
Tuż przed zabiegiem Franka zdąży jeszcze spojrzeć w oczy Pawłowi i przytulić ukochanego synka, Antosia. Przekaże też ostatnią wolę Marysi. To będzie pożegnanie pełne bólu, ale i miłości, chwila, w której czas się zatrzyma. Chwilę później tętniak pęknie, zabierając Zduńskiemu żonę, a Antosiowi matkę. Paweł, który przez 25 lat emisji serialu przeszedł już chyba wszystko, stanie w obliczu ostateczności. Jego rozpacz i stan bliski załamania nerwowego będą widoczne gołym okiem. Czy obecność syna wystarczy, by utrzymać go przy życiu, gdy cały jego świat legnie w gruzach?
Fani nie mają litości dla produkcji: „Dlaczego nie nowa twarz?!”
Śmierć ulubionej bohaterki to jedno, ale kulisy odejścia Dominiki Kachlik to zupełnie osobny temat, który rozgrzał internet do czerwoności. Widzowie „M jak miłość” są przyzwyczajeni do pewnych zabiegów scenariuszowych – pamiętamy przecież, jak zmieniano aktorów grających Mateusza czy Natalkę. Dlaczego tym razem producenci postanowili uśmiercić postać, zamiast po prostu obsadzić nową aktorkę?
W komentarzach wrze. Fani wprost piszą o „przegięciu” i „pastwieniu się nad Pawłem”. Argumentują, że robienie ze Zduńskiego po raz kolejny samotnego, nieszczęśliwego mężczyzny staje się nudne i wtórne. Widzowie chcieli happy endu, a dostają żałobę. Decyzja o braku recastingu jest ostateczna – Franka znika na zawsze, a Dominika Kachlik żegna się z planem. Dla Pawła oznacza to, że w przyszłości – być może – pojawi się nowa miłość, ale póki co, czeka go długa i bolesna droga przez żałobę. Czy scenarzyści posłuchają głosu ludu i w końcu dadzą Zduńskiemu spokój? Czas pokaże, ale luty zapowiada się wyjątkowo ponuro.









