Tego nikt się nie spodziewał, bo po pogrzebie Franki w życiu Pawła rozpęta się prawdziwe piekło, które zmrozi krew w żyłach nawet opanowanemu Andrzejowi! Zduński zamknie się w swojej skorupie i kategorycznie odrzuci pomoc bliskich, udając, że świetnie radzi sobie z opieką nad małym Antosiem, ale Budzyński szybko odkryje, że to upiorna cisza przed burzą. Magda, znająca go jak nikt inny, od razu wyczuje pismo nosem i wpadnie w panikę, wiedząc, że jej przyjaciel balansuje na cienkiej krawędzi szaleństwa.
Niestety, najczarniejsze scenariusze sprawdzą się szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a finał tego dramatu będzie dosłownie ogniowy! Paweł nie wytrzyma psychicznego ciśnienia po obejrzeniu pamiątki po żonie i dopuści się czynu, który zaszokuje całą rodzinę, zostawiając za sobą zgliszcza. Koniecznie sprawdźcie, do jakiej tragedii dojdzie, gdy Zduński ostatecznie straci nad sobą kontrolę – czytajcie dalej!
Pozorny spokój, który przeraża bardziej niż krzyk
Wydawać by się mogło, że po tak gigantycznej tragedii, jaką jest śmierć ukochanej żony, człowiek ma prawo do załamania. Jednak w 1908. odcinku „M jak miłość” zachowanie Pawła wprawi wszystkich w osłupienie. Zamiast łez i rozpaczy, Zduński zaprezentuje światu kamienną twarz i chłodny dystans. Odetnie się od matki, brata, a nawet Kingi, twierdząc, że wszystko ma pod kontrolą. Czyżby? Andrzej Budzyński, obserwując szwagra, dozna wstrząsu. Dla prawnika ta nienaturalna postawa wdowca będzie sygnałem alarmowym najwyższego stopnia.
Podczas szczerej rozmowy z Magdą, Andrzej wyzna coś, co mrozi krew w żyłach. Zauważy, że Paweł zachowuje się, jakby śmierć Franki w ogóle do niego nie dotarła. Ten „robotyczny” spokój i brak emocji na pogrzebie to dla Budzyńskiego dowód na to, że psychika Zduńskiego wypiera rzeczywistość. A jak wiadomo, tama, która zbyt długo wstrzymuje napór wody, w końcu musi pęknąć z hukiem.
Magda odbija się od ściany. Przeczucia przyjaciółki nie kłamią!
Magda, która zna Pawła od podszewki i widziała go w niejednym życiowym dołku, nie da się nabrać na jego „twardzielską” pozę. W 1908. odcinku serialu będzie próbowała za wszelką cenę dotrzeć do przyjaciela. Telefony, dobijanie się do drzwi – wszystko na nic. Paweł zamieni swoje mieszkanie w twierdzę, do której nikt nie ma wstępu. Budzyńska zwierzy się mężowi ze swoich najgorszych obaw: ten spokój to tylko maska, pod którą gotuje się ocean bólu.
Jej słowa okażą się prorocze. Magda doskonale wie, że Paweł zawsze uciekał przed problemami, zamykając się w sobie, ale tym razem stawka jest najwyższa. To nie są zwykłe kłopoty, to koniec jego świata. Budzyńska czuje, że nadchodzi moment krytyczny, a jej bezsilność doprowadza ją do szału. I niestety, ma absolutną rację – Zduński to tykająca bomba zegarowa.
Ostatnie nagranie Franki i totalna demolka w Grabinie!
Punktem zwrotnym tego koszmaru stanie się moment, w którym Kinga, chcąc dobrze, przekaże szwagrowi filmiki nagrane przez Frankę tuż przed śmiercią. To właśnie ten gest, paradoksalnie pełen miłości, stanie się zapalnikiem. Widok uśmiechniętej, żywej żony na ekranie sprawi, że w Pawle coś pęknie. Maska opadnie, a na wierzch wyjdzie dzika, niepohamowana rozpacz i gniew.
Finał 1908. odcinka „M jak miłość” to sceny rodem z horroru. Zduński w amoku nie tylko zdemoluje dom w Grabinie – miejsce, które budował wspólnie z ukochaną – ale posunie się o krok dalej. Podpali budynek, chcąc zniszczyć wszelkie ślady swojego dawnego szczęścia! Jakby tego było mało, odda małego Antosia pod opiekę Marysi i po prostu zniknie bez śladu. Czy Paweł kiedykolwiek wróci do normalności, czy to definitywny koniec Zduńskiego, jakiego znaliśmy? Emocje sięgną zenitu!









