W serialu „M jak miłość” szykuje się jeden z najbardziej emocjonujących odcinków w tym sezonie! Kasia stanie twarzą w twarz z kobietą, która zna jej najciemniejszy sekret – sfałszowany test DNA na ojcostwo. Spotkanie z szantażystką Anką zakończy się w sposób, którego nikt się nie spodziewał.
Stres, kłamstwa i nagły poród – to wszystko w jednym odcinku! A na dokładkę to właśnie Jakub Karski, nieświadomy prawdziwy ojciec dziecka, pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Koniecznie dowiedz się, jak potoczy się ta historia – szczegóły poniżej!
Kasia chwali się pierścionkiem, ale szczęścia w jej oczach nie widać
Zanim dojdzie do dramatycznych wydarzeń, w 1915 odcinku „M jak miłość” Kasia zajrzy do kliniki, by oddać pieniądze doktorowi Wilczyńskiemu. Tak – to u niego się zadłużyła, żeby opłacić milczenie szantażystki Anki Sokołowskiej. Sytuacja finansowa lekarki jest opłakana, a jej życie osobiste wygląda jeszcze gorzej.
Przyjaciółka Aneta zauważy na palcu Kasi pierścionek zaręczynowy od Mariusza i będzie autentycznie zaskoczona, że ta nie pochwaliła się radosną nowiną. Problem w tym, że radości tu jak na lekarstwo. Mariusz niemal zmusił Kasię do przyjęcia oświadczyn, a ona gra rolę szczęśliwej narzeczonej, choć w środku toczy ją poczucie winy i strach przed zdemaskowaniem.
Anka wypomina Kasi sfałszowany test na ojcostwo – scena pełna napięcia
Po wyjściu z kliniki Kasia wpadnie prosto w ramiona swojego najgorszego koszmaru. Anka Sokołowska ponownie zaczepi ciężarną, ale tym razem nie chodzi o pieniądze. Dawna laborantka oznajmi, że jej sytuacja finansowa się poprawiła i nie potrzebuje już „wsparcia” Kasi. O zwrocie wyłudzonych kwot oczywiście nie ma mowy – te pieniądze przepadły bezpowrotnie.
Mogłoby się wydawać, że to dobra wiadomość – koniec szantażu, koniec płacenia za milczenie. Ale Anka nie byłaby sobą, gdyby nie wbiła Kasi szpilki na odchodne. W napiętej atmosferze rozmowy laborantka wyciągnie na światło dzienne sprawę sfałszowanego wyniku testu DNA. Przypomni Kasi o kłamstwie, w które ją wciągnęła – o tym, jak zmanipulowała wyniki, żeby Jakub Karski uwierzył, że to Mariusz jest biologicznym ojcem dziecka.
Słowa Anki uderzą w Kasię z podwójną siłą. Ciężarna doskonale wie, czego się dopuściła. Wie, że żyje w sieci kłamstw, które prędzej czy później mogą się na niej zemścić. Stres zacznie zbierać swoje żniwo, a stan Kasi wyraźnie się pogorszy.
Telefon od Mariusza to ostatni gwóźdź do trumny – Kasia zaczyna rodzić
Jakby spotkania z szantażystką było mało, w drodze do domu Kasię czeka kolejny cios. W 1915 odcinku „M jak miłość” zadzwoni telefon od Mariusza z wiadomością, która zmrozi krew w żyłach – narzeczony miał wypadek i karetka wiezie go do szpitala na operację ręki.
To będzie ten moment, w którym organizm ciężarnej Kasi powie „dość”. Pod wpływem skumulowanego stresu – szantaż, wypominanie kłamstw, wiadomość o wypadku narzeczonego – zaczną się gwałtowne skurcze porodowe. Ból będzie tak silny, że Kasia zatrzyma samochód, niezdolna do dalszej jazdy. I właśnie wtedy los zaplanuje coś, co trudno nazwać przypadkiem.
Jakub ratuje Kasię, nie wiedząc, że wiezie na poród własne dziecko
To scena, przy której serce bije szybciej. Samochód Kasi zauważy nie kto inny, jak Jakub Karski – mężczyzna, który nie ma pojęcia, że za chwilę na świat przyjdzie jego córka. Karski bez wahania zabierze rodzącą Kasię i zawiezie ją do szpitala. Będzie przy niej aż do momentu porodu, wspierając ją w najtrudniejszych chwilach.
Ale jest jeden dramatyczny haczyk – Jakub nie zobaczy narodzin dziecka. Nie dowie się, że mała Zosia to jego biologiczna córka. Sfałszowany test DNA wciąż robi swoje, a mur kłamstw, który Kasia zbudowała, na razie stoi niewzruszony.
Czy Anka w końcu złamie milczenie i wyjawi prawdę Jakubowi?
To pytanie, które nie daje spokoju fanom serialu. Anka Sokołowska co prawda zapowiedziała, że zostawia Kasię w spokoju, ale czy można jej wierzyć? Kobieta, która przez miesiące szantażowała dawną koleżankę, wciąż trzyma w rękach potężną broń – wiedzę o sfałszowanych wynikach testu na ojcostwo.
Wystarczy jedna chwila słabości, jeden impuls, jeden konflikt – i prawda może wyjść na jaw. A wtedy świat Kasi, Mariusza i przede wszystkim Jakuba przewróci się do góry nogami. Karski nie tylko dowiedziałby się, że ma córkę, ale też odkryłby, jak daleko posunęła się kobieta, której kiedyś ufał, żeby odebrać mu prawo do ojcostwa.
Jedno jest pewne – w „M jak miłość” bomba zegarowa tyka coraz głośniej. Pytanie nie brzmi już „czy prawda wyjdzie na jaw”, ale „kiedy” i „kto ją ujawni”. Odcinek 1915 to dopiero początek lawiny, która może zmieść wszystko na swojej drodze.









