M jak miłość, odc. 1917: Kinga pójdzie na grób Franki i powie jej prosto w twarz to, co ją dręczy! Nie wytrzyma napięcia

W nadchodzącym 1917 odcinku „M jak miłość” dojdzie do sceny, która ściska za gardło. Kinga Zduńska w końcu pęknie i zrobi coś, czego nikt się nie spodziewał – uda się na cmentarz, by „porozmawiać” ze zmarłą Franką. Ale to nie będzie wizyta pełna łez i wspomnień.

Żona Piotrka ma ogromny żal do szwagierki, a słowa, które padną nad jej grobem, mrożą krew w żyłach. Wszystko przez jedno zadanie, które Franka zostawiła jej przed śmiercią – i które wywróciło życie całej rodziny do góry nogami. Koniecznie dowiedz się, co dokładnie powie Kinga i jakie to będzie miało konsekwencje!

Paweł zniknął, a Kinga jest na skraju wytrzymałości

W 1917 odcinku „M jak miłość” sytuacja w rodzinie Zduńskich osiągnie punkt krytyczny. Paweł przepadł jak kamień w wodę po obejrzeniu pożegnalnych filmików od Franki i nikt nie ma z nim żadnego kontaktu. Kinga doskonale wie, że to właśnie zmarła szwagierka chciałaby, żeby rodzina wspierała jej męża w najtrudniejszym momencie życia. Problem w tym, że nie da się pomóc komuś, kto się ukrywa i nie odbiera telefonów.

Frustracja będzie narastać z każdym dniem. Kinga zacznie wyładowywać swoje emocje na Piotrku, który – zdaniem żony – za mało robi, żeby odnaleźć brata. W końcu weźmie sprawy w swoje ręce i załatwi mężowi urlop w pracy, żeby mógł ruszyć na poszukiwania Pawła. Ale zanim to nastąpi, Kinga sama będzie musiała zmierzyć się z osobą, którą obarcza winą za ten chaos.

Kinga na cmentarzu powie France to, co ją gryzie od tygodni

Scena na cmentarzu w 1917 odcinku „M jak miłość” będzie jedną z najbardziej przejmujących w ostatnich tygodniach. Kinga usiądzie przy grobie Franki, obok ramki z jej uśmiechniętym zdjęciem i różowych kwiatów. Ale zamiast cichej modlitwy, z ust Zduńskiej popłyną słowa pełne żalu i wyrzutów.

Przypomnijmy, co doprowadziło do tej sytuacji. Franka przed śmiercią nagrała pożegnalne filmiki dla Pawła i przekazała je właśnie Kindze z prośbą, by ta wręczyła je mężowi, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Po miesiącu od odejścia Franki Kinga – namówiona przez Piotrka – spełniła tę obietnicę. Efekt? Paweł kompletnie się załamał i uciekł w nieznane, zostawiając rodzinę i małego Antosia.

Dlatego Kinga nie zamierza gryźć się w język nawet nad grobem szwagierki.

Ale mi dałaś zadanie bardzo trudne – wyrzuci jej wprost Kinga, nie kryjąc goryczy.

Monolog nad grobem, który przyniesie ulgę

Oczywiście w 1917 odcinku „M jak miłość” na odpowiedź ze strony Franki nie ma co liczyć. To będzie bolesny monolog Kingi – kobieta w końcu wypowie na głos wszystko, co od tygodni ją dusiło od środka. Ciężar odpowiedzialności, jaki spadł na jej barki, okazał się przytłaczający. Bo to ona musiała podjąć decyzję, kiedy przekazać filmiki. To ona musiała patrzeć, jak Paweł się rozpada. I to ona teraz musi radzić sobie z konsekwencjami.

Co ciekawe, sama Franka zdawała sobie sprawę, jak trudne zadanie stawia przed szwagierką. Ale kogoś musiała wybrać – i postawiła na Kingę. Czy słusznie? Odpowiedź na to pytanie przyjdzie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa.

Dzięki uporowi Kingi Paweł zostanie odnaleziony

I tu dochodzimy do najważniejszego zwrotu akcji. To właśnie determinacja i siła charakteru Kingi doprowadzą do przełomu już w 1918 odcinku „M jak miłość”. Zduńscy w końcu odnajdą Pawła – ukrywającego się w leśniczówce w Kampinosie. Wybór Franki okaże się więc trafiony – bo gdyby nie Kinga, nikt by się tak uparcie nie starał dotrzeć do zagubionego wdowca.

Ale radość z odnalezienia Pawła będzie krótka. Zduński wciąż nie poradzi sobie ze śmiercią żony i nie będzie gotowy na powrót do normalnego życia. Nie będzie gotowy wrócić do domu, do rodziny, a przede wszystkim do małego Antosia, który potrzebuje ojca jak nigdy wcześniej. Czy rodzina zdoła go przekonać, że ucieczka nie jest rozwiązaniem? To pytanie, które jeszcze długo będzie spędzać sen z powiek fanom „M jak miłość”.

Udostępnij