Brutalny atak na Magdę w 1862 odcinku „M jak miłość” wstrząśnie widzami! Tajemniczy napastnik w kominiarce rzuci się na nią z pogrzebaczem, a życie uratuje jej Julia – kobieta, którą do niedawna traktowała jak rywalkę. Jednak śledztwo po napaści okaże się farsą, a prawdziwy sprawca wciąż będzie cieszył się wolnością. Czy Andrzej Budzyński sam wymierzy sprawiedliwość?
Trudno wyobrazić sobie większy koszmar – chwila spokoju w zaciszu siedliska zamieni się w dramatyczną walkę o życie. Gdy Magda zostanie zaatakowana, nikt nawet nie będzie podejrzewał, kto stoi za tym bestialskim czynem. Święcicki, od lat pełen nienawiści, zaplanował wszystko tak, by nikt nie połączył go z przestępstwem. Policja będzie błądzić po omacku, a jedynym śladem stanie się rana, którą zada mu Julia. Czy to wystarczy, by odkryć prawdę?
Napad na Magdę – chwila grozy w siedlisku
Wieczór w siedlisku miał być spokojny, ale dla Magdy zamienił się w koszmar. Samotna w domu, nieświadoma niebezpieczeństwa, nagle stanęła oko w oko z zamaskowanym napastnikiem. Święcicki, skrywając twarz pod kominiarką, nie zamierzał jej oszczędzić. Uzbrojony w pogrzebacz, rzucił się na Budzyńską, gotów zadać śmiertelny cios.
W ostatniej chwili do pokoju wbiegła Julia. Niegdyś nienawidzona rywalka, teraz okazała się jedyną osobą, która mogła uratować Magdę. W desperackiej walce z napastnikiem Malicka zraniła go w nogę, zmuszając do ucieczki. Jednak to nie koniec tej dramatycznej historii – prawdziwe piekło dopiero miało się zacząć.
Śledztwo pełne błędów – policja nie ma tropu
Gdy na miejsce dotarła policja, sprawca był już daleko. Ślady krwi na podłodze i zeznania przerażonych kobiet nie wystarczyły, by wpaść na trop napastnika. Monitoring z pensjonatu okazał się niemal bezużyteczny – obraz był zamazany, a kamera ustawiona pod złym kątem.
– To nam niewiele da – przyznał bezradnie Rafał Stadnicki, analizując nagrania.
Nawet odnaleziona krew nie pomogła. Święcicki wiedział, że nie może zgłosić się do szpitala, więc sam zajął się raną. Tym sposobem uniknął jakiegokolwiek śladu, który mógłby go zdradzić.
Andrzej Budzyński nie odpuści – czy sam wymierzy sprawiedliwość?
Gdy Andrzej wrócił do domu i zobaczył przerażoną Magdę, w jego oczach pojawiła się wściekłość. Nie zamierzał czekać na wyniki policyjnego śledztwa, które już na starcie było skazane na porażkę.
– Znajdę go i nie pozwolę mu już nigdy cię skrzywdzić – obiecał żonie, ściskając jej dłoń.
Budzyński był gotów na wszystko, by odkryć prawdę i rozprawić się z oprawcą. Czy to oznacza, że sam przejmie rolę detektywa i stanie twarzą w twarz ze Święcickim? Jedno jest pewne – sprawiedliwość nie zawsze idzie w parze z prawem, a Andrzej nie cofnie się przed niczym, by ochronić Magdę.