Szykujcie chusteczki, bo nadchodzące sceny w „M jak miłość” to emocjonalny rollercoaster, który może zakończyć się największą tragedią w historii rodziny Zduńskich. Franka jest absolutnie przekonana, że jej dni są policzone i błaga o ostatnie spotkanie z mężem oraz synem, by spojrzeć im w oczy ten jeden, ostatni raz. Czy mroczne przeczucia góralki okażą się prorocze i Paweł zostanie wdowcem z dnia na dzień?
Atmosfera w szpitalnej sali będzie gęsta od łez, a słowa, które padną z ust przerażonej dziewczyny, brzmią jak ostateczny testament i pożegnanie ze światem żywych. Zduński do samego końca będzie próbował wlać w serce ukochanej nadzieję, nie mając pojęcia, że okrutny los już rzucił kości. Przeczytajcie koniecznie, co wydarzy się w tym wstrząsającym 1907. odcinku, bo takiego dramatu dawno nie widzieliśmy!
Mroczna intuicja czy zwykły strach? Franka czuje nadchodzący koniec
Wszystko wskazuje na to, że w najnowszych odcinkach serialu czeka nas prawdziwy dramat. Franka Zduńska, którą widzowie pokochali za jej energię i góralski temperament, tym razem jest cieniem samej siebie. Leżąc w szpitalnym łóżku, podłączona do aparatury, czuje w kościach, że operacja, która miała być ratunkiem, stanie się jej wyrokiem. To nie jest zwykły stres przed zabiegiem – to paraliżująca pewność, że śmierć czai się tuż za rogiem.
Właśnie dlatego Zduńska poprosiła wcześniej Kingę o tablet, by nagrać dla Pawła pożegnalne wideo. To swego rodzaju „list zza grobu”, nagrany na wszelki wypadek, w którym przeprasza za swój lęk i wyznaje miłość. Ale w 1907. odcinku wirtualne wiadomości to za mało. Franka musi zobaczyć swoich chłopaków na żywo. Błaga męża, by przywiózł do szpitala małego Antosia. Chce nasycić wzrok widokiem syna i ukochanego, zanim zapadnie ciemność narkozy… a może wieczna ciemność?
„Jesteś moją jedyną miłością” – scena, która złamie wam serca
Spotkanie w szpitalu będzie jedną z najbardziej wzruszających scen tego sezonu. Franka, trzymając w dłoniach białe kwiaty – symbolizujące niewinność, ale i pożegnanie – spojrzy Pawłowi głęboko w oczy. Widzowie zobaczą kobietę pogodzoną z losem, która żegna się z miłością swojego życia. Jej wyznanie będzie proste, ale uderzające w najczulsze struny. Powie mu wprost, że był dla niej wszystkim.
„Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać… Jesteś dla mnie najważniejszym facetem… No, może oprócz Antka… Jesteś moją jedyną miłością” – te słowa zawisną w powietrzu, sprawiając, że czas na chwilę się zatrzyma. To moment, w którym Franka definitywnie żegna się z marzeniami o wspólnej starości, zostawiając Pawła z ciężarem tych słów.
Paweł zaklina rzeczywistość. Nie wie, co go czeka
Reakcja Pawła będzie równie bolesna do oglądania, choć z zupełnie innego powodu. Zduński, widząc rozdygotaną żonę, wejdzie w tryb zadaniowy. Za wszelką cenę będzie chciał odpędzić czarne myśli, składając jej uroczystą przysięgę. Obieca jej, że jutro o tej samej porze będzie już po wszystkim, że wrócą do domu, a całe życie wciąż na nich czeka. Będzie roztaczał wizję szczęśliwej przyszłości, byle tylko zobaczyć cień uśmiechu na jej twarzy.
Niestety, spoilerowe doniesienia z planu mrożą krew w żyłach. Mimo że Paweł dwoi się i troi, by dać żonie nadzieję, los bywa bezlitosny. Zduński nie może wiedzieć, że to „do widzenia” może być w rzeczywistości ostatecznym „żegnaj”. Czy scenarzyści rzeczywiście posuną się do uśmiercenia jednej z głównych bohaterek? A może intuicja Franki to tylko fałszywy alarm? Jedno jest pewne – po tym odcinku w „M jak miłość” nic już nie będzie takie samo.









