To będzie jeden z najczarniejszych dni w historii „M jak miłość”, a fani serialu wyleją morze łez, bo losy ulubionej pary zostaną brutalnie przerwane w najmniej oczekiwanym momencie! Widzowie wstrzymają oddech, gdy w 1907. odcinku dojdzie do dramatycznych scen w szpitalu, które na zawsze zmienią życie Pawła Zduńskiego. Nikt nie przypuszczał, że rutynowa wizyta i przygotowania do zabiegu zakończą się potworną tragedią, a lekarze okażą się bezsilni wobec nagłego ataku choroby.
Czy Zduński zdoła pożegnać się z ukochaną, zanim jej serce przestanie bić, a świat zawali mu się na głowę w ułamku sekundy? Koniecznie sprawdźcie szokujące szczegóły tej masakry emocjonalnej, bo takich zwrotów akcji nikt się nie spodziewał!
Wstrząsające pożegnanie w szpitalnej sali. Nikt nie wiedział, że to koniec!
W nadchodzącym, 1907. odcinku „M jak miłość” atmosfera w szpitalu będzie gęsta od emocji, choć początkowo nic nie zapowie nadchodzącego dramatu. Cała rodzina, w tym Piotrek, Kinga oraz ukochana Marysia, zjawi się przy łóżku Franki, by dodać jej otuchy przed skomplikowaną operacją. Góralka, mimo wsparcia najbliższych, będzie czuła paraliżujący strach i dręczące przeczucia, jakby podskórnie wiedziała, że kostucha krąży już po szpitalnym korytarzu. Bliscy będą robić dobrą minę do złej gry, starając się zagłuszyć jej lęki uśmiechem i optymizmem, nieświadomi, że patrzą na nią po raz ostatni.
Największym optymistą w tej tragicznej układance okaże się niestety sam Paweł, który do samego końca będzie wierzył w szczęśliwą gwiazdę swojej żony. Zduński, zaślepiony miłością i nadzieją, będzie przypominał France o wszystkich jej dotychczasowych zwycięstwach nad losem, wspominając wypadek samochodowy czy dramatyczny postrzał. W jego oczach żona jest niezniszczalna, a ten zabieg miał być tylko kolejną przeszkodą do pokonania, po której wrócą do wspólnego, szczęśliwego życia. Niestety, los przygotował dla niego okrutny scenariusz, w którym jego pewność siebie zderzy się z brutalną rzeczywistością śmierci.
Tuż przed planowaną godziną zero, małżonkowie zostaną w sali zupełnie sami, by nacieszyć się swoją obecnością w intymnej atmosferze. To będą chwile pełne czułości, szeptów i zapewnień o wiecznej miłości, które wycisną łzy z oczu każdego widza przed telewizorem. Paweł będzie tulił Frankę, nie mając bladego pojęcia, że właśnie w tej sekundzie zegar odlicza ostatnie uderzenia jej serca, a to pożegnanie jest ostateczne i nieodwołalne.
Pękł tętniak, lekarze byli bezradni! Franka umiera w potwornych męczarniach
Kiedy wydawało się, że najgorsze nadejdzie dopiero podczas operacji na bloku, wydarzy się coś, co zmrozi krew w żyłach personelu medycznego. W 1907. odcinku, dosłownie chwilę po czułej rozmowie z mężem, w organizmie góralki dojdzie do katastrofalnego w skutkach pęknięcia tętniaka aorty. Wszystko rozegra się błyskawicznie, jeszcze zanim chirurdzy zdążą w ogóle przystąpić do planowanego zabiegu, co sprawi, że szanse na ratunek zmaleją do absolutnego zera. Ciszę szpitalnej sali przerwie nagły alarm aparatury, zwiastujący koniec życia jednej z najbardziej lubianych bohaterek serialu.
Lekarze natychmiast rzucą się do desperackiej walki o życie Zduńskiej, ale medycyna w starciu z tak nagłym krwotokiem okaże się zupełnie bezsilna. Mimo heroicznej reanimacji i błyskawicznej reakcji zespołu, dla Franki nie będzie już ratunku, a jej życie zgaśnie niczym zdmuchnięta świeczka. To będzie wstrząsający widok, gdy zaledwie minuty po tym, jak rozmawiała i uśmiechała się do męża, jej ciało stanie się bezwładne i zimne. Dramat rozegra się na oczach zszokowanego personelu, a wieść o zgonie pacjentki spadnie na rodzinę jak grom z jasnego nieba.
Scenarzyści tym razem nie mieli litości dla widzów, serwując im śmierć postaci w momencie, gdy wszyscy liczyli na cudowne ozdrowienie. Góralka odejdzie z tego świata nagle, zostawiając po sobie pustkę, której nic nie będzie w stanie wypełnić, a jej śmierć stanie się punktem zwrotnym dla całej sagi rodu Mostowiaków i Zduńskich. To koniec pewnej epoki w serialu, bo bez energii i góralskiego temperamentu Franki, dom Zduńskich już nigdy nie będzie taki sam.
Rozpacz Zduńskiego nie ma granic. Został sam z małym dzieckiem!
Reakcja Pawła na wiadomość o śmierci żony będzie tak bolesna, że widzowie będą musieli przygotować sobie zapas chusteczek higienicznych. Zduński, który jeszcze przed chwilą trzymał ukochaną w ramionach i planował wspólną przyszłość, wpadnie w stan kompletnego otępienia i niedowierzania. Jego mózg nie będzie w stanie przetworzyć informacji, że kobieta jego życia odeszła na zawsze, zanim w ogóle trafiła na stół operacyjny. To będzie obraz nędzy i rozpaczy – dorosły mężczyzna, który w jednej sekundzie traci grunt pod nogami i sens istnienia.
Dla Pawła świat zatrzyma się w miejscu, a ból po stracie będzie tym większy, że nie zdążył się nawet w pełni przygotować na tak czarny scenariusz. Świadomość, że już nigdy nie usłyszy głosu Franki, nie poczuje jej zapachu i nie zobaczy jej uśmiechu, doprowadzi go na skraj załamania nerwowego. Zduński zostanie sam, zmuszony do zmierzenia się z brutalną codziennością wdowca, co dla fanów serialu będzie widokiem łamiącym serce. Jego osobisty dramat dotknie nie tylko jego, ale też małego Antosia, który w jednej chwili stracił matczyną opiekę.
Najbliższe odcinki „M jak miłość” upłyną pod znakiem żałoby i pytań, jak Paweł poradzi sobie z wychowaniem dziecka w pojedynkę. Czy rodzina zdoła go podnieść z tego upadku, czy może Zduński pogrąży się w depresji po stracie największej miłości swojego życia? Jedno jest pewne – śmierć Franki to trzęsienie ziemi, po którym nic już nie będzie takie samo, a 1907. odcinek zapisze się w historii jako jeden z najsmutniejszych.









